Symfonia w XX wieku

Dwudziesty wiek to bardzo ciekawy okres historyczny dla gatunku muzycznego, jakim jest symfonia. Początek epoki to wciąż okres późnego romantyzmu i działalność symfoniczna Mahlera – którego monumentalne dzieła z pewnością wywołały przesyt i odwrót w kierunku poszukiwań nowych rozwiązań muzycznych. W tym samym czasie we Francji działa Debussy i Satie, hołdujący delikatnym, zwiewnym utworom, nazywani impresjonistami muzycznymi. Inna grupa muzyków na czele ze Strawińskim i Prokofievem, wykształcają nowy język muzyczny odbiegający od tonalnego, tworząc zupełnie nowy wymiar w muzyce symfonicznej. Ci rosyjscy muzycy, dodekafoniści i rewolucjoniści, wykorzystując nowy język muzyczny i inspiracje muzyką ludową otwierają drzwi dla awangardy. Bardziej klasycznie pojmowaną symfonię wciąż tworzą kompozytorzy z grupy neoklasycyzmu, którzy działają w połowie XX wieku – Grupa Sześciu we Francji, Paul Hindemith w Niemczech i Szostakowicz w Rosji. Ci kompozytorzy raczej respektują wykształconą w klasycyzmie formę, inkorporując do niej zdobycze XX wieku – a więc atonalność, dodekafonię, jazz. Także w Polsce symfonia była popularnym środkiem wyrazu u kompozytorów neoklasycyzmu, choć byli oni nieco bardziej tradycyjni. Od lat 60-tych symfonia odchodzi jednak w zapomnienie. Kolejne pokolenie kompozytorów awangardowych odsuwa się od starych form, na czele stawiając eksperymenty tonalno-dźwiękowe. Symfonia odchodzi w zapomnienie.