Muzyka symfoniczna a jazz

Na początku XX wieku pojawiła się tendencja do przenikania się gatunków muzyki klasycznej i jazzu – przedstawiciele stylów inspirowali się wzajemnie. Paul Whiteman, czołowy przedstawiciel sceny jazzowej w latach 20-tych postulował stworzenie jazzu symfonicznego, jako „trzeciego gatunku”. Miał na myśli zaopatrzenie muzyki jazzowej w symfoniczne brzmienie, co zdaniem wielu, to jednak za mało, by stworzyć nowy styl muzyczny. Nie mniej jednak, takie dzieła komponowane były i przez muzyków klasycznych i przez jazzowych. Wybitnym przedstawicielem tego pierwszego stylu jest George Gerschwin, który wykorzystywał sekcje instrumentów dętych blaszanych – a więc sekcję jazzową, jako główną, przyswoił sobie techniki rytmiczne i tonalne charakterystyczne dla amerykańskiego stylu i stworzył takie dzieła jak Amerykanin w Paryżu, operę Porgy and Bess czy Błękitną Rapsodię. Jazzem inspirowali się także muzycy neoklasyczni, jak Dymitr Szostakowicz, Paul Hindemith czy kompozytorzy francuscy jak Dariusz Milhaud. Nie wykorzystywali jednak muzyki jazzowej w takim stopniu jak Gerschwin, zadowalając się jedynie luźnymi nawiązaniami. Wśród muzyków „drugiego nurtu” styl klasyczny wykorzystywali wspomniany Paul Whiteman, Cole Porter, a później Duke Ellington. Muzyka klasyczna wydaje się jednak bardziej podatna na wpływy jazzowe, a jej inspiracje zdają się znajdować odbicie do dzisiejszych czasów.